Poszukiwani dobroczyńcy polityczni: Martwy lub Żywy

przez Teresę Ambord

Niektórzy ludzie są tak pasjonatami polityki, że nie pozwalają, aby cokolwiek stanęło im na przeszkodzie. Nawet nic takiego jak, cóż… śmierć. USA TODAY niedawno przeanalizował dane dostępne w Federalnej Komisji Wyborczej i przedstawił kilka interesujących wniosków:

  • Co najmniej trzydziestu dwóch zmarłych Amerykanów przekazało w ciągu ostatnich czterech lat ponad 586 000 dolarów na kampanie prezydenckie i kongresowe.
  • Znaczna część tej sumy – 245.000 dolarów – trafiła na jedną krajową imprezę.

Ale… czy to nie jest nielegalne? Nie bardzo. W 2010 roku, Sąd Najwyższy wydał orzeczenie znane jako Citizens United, które ustanowiło prawa dotyczące kampanii, które pozwalają Amerykanom wnosić wkład polityczny poprzez swoje posiadłości. Orzeczenie to zlikwidowało również limity niezależnych wydatków korporacji i związków zawodowych, co pomogło utorować drogę superpolitycznym komitetom działania (PAC) do przyjmowania ogromnych datków. Jednakże, wydając orzeczenie Citizens United, Sąd Najwyższy utrzymał również limity wpłat bezpośrednio na rzecz kandydatów i partii politycznych w wysokości 5 200 dolarów na kandydata, na cykl wyborczy (czyli 32 400 dolarów rocznie na partię polityczną).

Ostatnie duże darowizny przyciągnęły wiele uwagi, ponieważ na pierwszy rzut oka wydaje się, że zostały one dokonane po śmierci dawców:

  • W kwietniu 2013 r. darczyńca przekazał 100.000 dolarów na rzecz swojego ulubionego PAC dwa miesiące po swojej śmierci, czyli tak się wydawało. Ale prawdziwy dar został przekazany dzień przed jego śmiercią i został błędnie zgłoszony.
  • W innym przypadku kobieta, która zmarła, otrzymała darowiznę na rzecz PAC w wysokości $7,500. Ale darowizna została faktycznie dokonana przez jej męża, przy użyciu wspólnej karty kredytowej.
  • Potem była darowizna w wysokości 38 000 dolarów dla komitetu narodowego jednej z partii i kampania prezydencka. Ta kobieta była programistką Hewlett Packard z San Francisco. Podczas gdy początkowo wydawało się, że datek został przekazany po śmierci, jej siostra wyjaśniła, że kobieta umieściła go w testamencie na dwa tygodnie przed śmiercią w nadziei, że partia i wybrany przez nią kandydat na prezydenta zwyciężą.

Stefan Passantino, adwokat ds. finansowania kampanii w Waszyngtonie, przyznaje, że jest to uprawniona opcja dla ludzi, aby uczynić polityków i partie polityczne beneficjentami swoich posiadłości. Często uważają, że “najlepszą rzeczą, jaką mogę zrobić z moimi pieniędzmi, jest pomoc w uczynieniu świata lepszym miejscem”, powiedział Passantino. Ale ponownie, granice muszą być przestrzegane. W każdym z opisanych powyżej przypadków problem polega raczej na zgłaszaniu darowizn niż na faktycznym terminie ich przekazania.

Czasami jednak niewłaściwe datki od zmarłych nie są kwestią błędnej sprawozdawczości. W rzeczywistości jedna z tych darowizn wywołała sprawę, która obecnie znajduje się w federalnym sądzie apelacyjnym w Waszyngtonie. Skupia się ona na darowiźnie w wysokości 217 000 dolarów, przekazanej jednej z partii politycznych w 2007 roku. Darowizna ta znacznie przekroczyła limit 32 400 dolarów.

Partia polityczna, która otrzymała spadek, stara się wyrzucić limity wpłat na rzecz tych, którzy odeszli, argumentując, że powinna była otrzymać pieniądze w formie ryczałtu, tak jak zdawało się to zamierzać darczyńca. Zamiast tego trust rozdzielił te pieniądze w kawałkach. Do tej pory partia otrzymała 153.200 dolarów. To czyni darczyńcę głównym zmarłym darczyńcą każdej partii lub kandydata federalnego w ciągu ostatnich kilku lat.

Tylko czas pokaże, czy pozew zyska na znaczeniu, ponieważ coraz więcej ludzi wydaje się zostawiać pieniądze przez swoje posiadłości jako sposób na wspieranie swoich politycznych pasji. Idea limitów wkładu ma na celu ograniczenie korupcji. Ale partia wnosząca pozew federalny twierdzi, że nie można kogoś skorumpować po swojej śmierci. Ława przysięgłych wciąż nad tym pracuje.