Szkoda, że są…

Wczoraj w nocy, kiedy grzebałem w mojej bibliotece, natknąłem się na tragedię napisaną przez Johna Forda w 1629 roku, “Tis a Pity She’s a Whore”, i nie trzeba dodawać, że z moim zawsze dygresyjnym umysłem, myślałem o tym, jak “nieszczęśliwe” mogą być osoby, jeśli chodzi o deklarowanie odliczeń podatkowych na ich zeznaniach podatkowych. Szczerze wierzę, że osoby z największych zawodów i o najwyższych dochodach często mogą sprawić, że spacerujący po ulicach będą wyglądać jak zakonnice przy składaniu zeznań podatkowych.

Na przykład, gdyby wszystkie te bezgotówkowe odliczenia na cele charytatywne, które złożyli w swoich zeznaniach podatkowych, były naprawdę autentyczne, nie sądzę, aby w całej Afryce było nagie dziecko. Uwielbiam wyceny, które przypisują do swoich starych ubrań: 150 dolarów za stary garnitur lub płaszcz; 50 dolarów za sweter. 50 dolarów za parę butów. $50 za torbę ubrań (czyli szmaty). Jasne. Widzę, że potrzebujący bije w dół drzwi w lokalnym sklepie Goodwill po tych okazyjnych cenach w piwnicy.

A co z przebiegiem deklarowanym na ich $65,000 SUV-ów w celach służbowych, przy czym na użytek własny dozwolony jest tylko grosz? A te wszystkie potrącenia na posiłki i rozrywkę dla biznesu? Oczywiście, żaden z tych rachunków za 300 dolarów w najczystszej z pięciogwiazdkowych restauracji nie był osobisty. Nie było też tych 550 noclegów w najbogatszych hotelach Bostonu. Oczywiście, że nie.

A podróże do Polski w celach służbowych? A rejs po Morzu Śródziemnym na seminarium dla lekarzy?

Tylko dlatego, że ktoś ma referencje po swoim nazwisku, albo sześcio- lub siedmiocyfrowy dochód, to samo w sobie nie musi oznaczać, że są one bardziej przestrzegające prawa i szacunku, jak biedna dziewczyna na ulicy próbuje nakarmić kilka głodnych ust w domu.